Menu Vegan Ramen Shop

Nie będziemy udawać, że wybór ramenu to łatwa decyzja. Jeden kremowy, drugi lekki, trzeci pali tak, że zaczynasz negocjować sam ze sobą. Do tego sezonowe akcje, przystawki i rzeczy, które powstały prawdopodobnie dlatego, że ktoś na kuchni powiedział: „a co jeśli…”.

Tak wygląda nasze menu. Ramen, wszystko roślinne, wszystko po naszemu.

Klasyczki, które już mają własny fanclub

Spicy Miso jest kremowe, sezamowe, lekko ostre i ma pieczonego batata. Taki ramenowy comfort character. Creamy Shio idzie mocno w grzyby, jest kremowe, łagodniejsze i bardzo przyjemne na start. Clear Shoyu jest klarowne i mocno umami. Delikatny, but still smaczny. Tantan-men z kolei nie bawi się w półśrodki. Jeśli zwykle prosisz o ostre, tutaj warto wiedzieć, że mówimy serio.

To jest ta część menu, od której dobrze zacząć znajomość z Vegan Ramen Shop. Możesz testować po kolei albo przez pół roku zamawiać dokładnie to samo, nikt nie ocenia. My też mamy swoich faworytów. A kiedy klasyczki znasz już na pamięć, wtedy można zacząć patrzeć, co akurat odwaliło nam się sezonowo.

Są zupki, które wpadają na chwilę, robią trochę zamieszania i znikają, zanim człowiek zdąży się emocjonalnie przygotować. Tak działa życie i karta sezonowa.

Odklejone menu – ramen bez bulionu

Lubimy ramen, ale nie podpisywaliśmy z bulionem umowy na wyłączność. Czasem w karcie lądują rzeczy typu Ram’n’Cheese. Gruby makaron, kremowy sos, ser z ziemniaków i orzechów. Trochę ramen, trochę mac and cheese, trochę „nie zadawaj pytań, po prostu spróbuj”.

Do tego mogą pojawić się rzeczy z mango, habanero, matchą albo czymś, co jeszcze tydzień wcześniej siedziało tylko w notatkach kuchni. Jeśli przejdzie test smaku, dostaje szansę. Darwinizm, tylko dla zupek.

Lubimy sprawdzać, jak daleko można przesunąć ramen, zanim przestanie być ramenem. Ale odklejka dla samej odklejki nas nie interesuje. Jeśli coś brzmi dziwnie, a smakuje jeszcze lepiej, ma u nas pełne prawo trafić do karty.

Menu wegetariańskie w 100%

Dla nas to naturalne, że kiedy wpadasz do miejsca, które deklaruje menu dla wegetarian, wszystko jest 100% bez mięsa. Cała karta jest roślinna, więc nie ma tu żadnych wyjątków, dopisków małym druczkiem ani pytań w stylu „a ten bulion na pewno też bez mięsa?”. Możesz od razu przejść do ważniejszych tematów. Kremowe czy klarowne? Łagodniejsze czy pikantne? Klasyczek czy sezonowa odklejka, która właśnie wpadła do karty?

Nie samym ramenem człowiek żyje. Mamy też przystawki. Szpinak Goma-Dare nie ma nic wspólnego z koszmarem z dzieciństwa. Odczarowujemy go. Parzone liście szpinaku, sezamowy sos, prażone nori, migdały i skórka z cytryny. Bardziej japoński bar niż szkolna stołówka.

Jest też Edamame. Młoda soja w grubych strączkach, do tego gruba sól morska i właściwie tyle. Nie dlatego, że nam się nie chce gotować. To jest po prostu tak dobre, że minimalizm broni się sam.

Do popicia mamy japońskie pićko, zieloną herbatę, lemoniady i inne rzeczy z ramenkowego uniwersum. A jak jesteś team cola, też spoko. Nie będziemy udawać, że zawsze podejmujemy wyłącznie zdrowe decyzje.

Znajdź swojego faworyta w naszym wegańskim menu. Albo zmień zdanie trzy razy. Normalne.